Pisz i polecaj – wyróżnione recenzje!

Przedstawiamy Wam wyróżnione recenzje Czytelników, którzy wzięli udział w konkursie na najlepszą recenzję „Pisz i polecaj”.

Edycja pierwsza:

Edwin W. – recenzja książki „Noc szpilek” Santiago Roncagliolo:

„Noc szpilek” Santiago Roncagliolo opowiada o czterech nastolatkach dorastających w brutalnej rzeczywistości Peru lat 90: Beto, Carlosie, Moco i Manu. Ich źle ukierunkowany gniew nakręca spiralę błędnych decyzji. Co powiedzieliby, gdyby przyszło im recenzować książkę Roncagliolo? Carlos Rzadko czytam literaturę popularną. Praca i rodzina pochłaniają czas niczym wieloryb łykający plankton. Dlatego, gdy sięgam po książkę, wolę, żeby dała mi coś więcej, niż zabawę. „Noc szpilek” spełnia to zadanie. Z jednej strony to porywający thriller, z drugiej komentarz społeczny, pokazujący historię dojrzewania buzujących hormonami nastolatków oraz rzeczywistość pogrążonego w wojnie domowej Peru. Nie żałuję ani minuty poświęconej tej książce. Manu Stary, w młodości czytałem tylko listy od ojca. Ale pamiętam, jak ta stara rura uparła się, żebym napisał recenzję „Nocy Szpilek”. Olałbym to, ale zagroziła mi powtarzaniem klasy. To napisałem, że książka opowiada o nastolatkach chodzących do jezuickiej szkoły, że wredna Pringlinowa ukarała ich za palenie w łazience, że kara była za ostra, więc postanowili wyrównać rachunki. Że zaczęli niewinnie, ale plan wymknął się spod kontroli… Moco Książki to nie moja bajka. Akcja się wlecze, a opisy przytłaczają. Dlatego wolę filmy, najlepiej „przyrodnicze”, jeśli wiecie, co mam na myśli, hehe. Jednak „Noc szpilek” mnie zaskoczyła. Krótkie rozdziały są jak szybkie sceny w kinie akcji. To mogłoby być Goonies, gdyby nakręcił je Tarantino. Do tego domieszka komedii w stylu American Pie, a jako soundtrack południowoamerykański punkrock. Dużo w tym gniewu, przemocy i czarnego humoru. Ekranizowałbym. Beto Nie wiem, co myśleć o „Nocy szpilek”. Doceniam styl, doskonale oddający młodzieżowy język. Jednak to lektura niewygodna, ponieważ siedzimy w głowach antypatycznych postaci. Choć trzeba pamiętać, że bohaterowie są wychowani w peruwiańskiej brutalności. Mają swoje problemy: czasami błahe, jak pierwsza szczeniacka miłość, czasami poważniejsze, jak ojciec maczo-homofob, przed którym trzeba ukrywać tożsamość. Stawia to czytelnika w niewygodnej sytuacji. Czy tym wstrętnym, mizoginistycznym chłopcom możemy wybaczyć?

Gdzie znaleźć książkę? – Katalog


Marzena Ś. – recenzja książki „Bethany i Bestia” Jack’a Meggitta-Phillipsa:

Nastoletnia dziewczynka, z koszmarną opinią wśród wychowanków i dyrekcji domu dziecka, zostaje niepodziewanie adoptowana przez zamożnego człowieka Ebezera Tweezera.

Do tej pory główną rozrywką Bethany było dokuczanie innym, głównie słabszym dzieciom.

Ebenezer natomiast nigdy nie planował posiadania dzieci. To nie jest „rodzinny” typ człowieka. Nastawiony jest głównie na siebie, jego życiowy cel to utrzymanie nieskazitelnej urody i młodości.

Ta niespodziewana adopcja może być dla Bethany początkiem nowego dostatniego życia albo ……czyjejś smacznej kolacji.

Ebenezer, musicie bowiem wiedzieć, od dzieciństwa nie podejmuje decyzji samodzielnie. Jego życiem kieruje niezwykła „przyjaciółka” Jak bardzo niezwykła? – dowiecie się po przeczytaniu książki.

Jack Meggitt -Phillips stworzył książkę przezabawną, pełną humoru, również czarnego. Odrobinę mroczną, ale bez przesady. Jednocześnie jest to urocza opowieść o przyjaźni, miłości i o tym, co w życiu jest naprawdę ważne.

Polecam tę lekturę zarówno dla starszych dzieci i młodzieży. Dorośli czytelnicy, też mogą polubić ten specyficzny humor i klimat książki  „Słodko-gorzki” styl opowieści docenią na pewno fani „ Serii Niefortunnych Zdarzeń” Lemony Snicket’a i miłośnicy twórczości Roalda Dahla. Ja dawno nie bawiłam się tak dobrze, przy literaturze dziecięcej. Nie pozwólmy tej książce przejść bez echa. Przeczytajcie „ Bethany i Bestia” i oceńcie sami!


Katarzyna K. – recenzja książki „W cieniu Everestu” Magdy Lassoty:

Ile prawdy jest w powiedzeniu, że zdobycie Everestu to wyłącznie kwestia posiadania odpowiedniej ilości gotówki? Jak dużą pomoc wspinacze otrzymują od szerpów? I czy wspinacze potrafią się szczerze do tego przyznać? Czy to nie umniejszy ich zasługom? Magda Lassota spędziła jeden sezon w bazie pod Everestem. Nie zamierzała się wspinać. Po prostu obserwowała toczące się tam życie, rozmawiała ze wspinaczami (przynajmniej tymi, którzy chcieli rozmawiać), przewodnikami, szerpami, kucharzami, lekarzami, czyli również całą obsługą techniczną. W mojej ocenie była bardzo wnikliwą obserwatorką. W książce „W cieniu Everestu” opisała codzienne życie w bazie, w którym sama przecież uczestniczyła. Nie pominęła takich, może nieco prozaicznych, aspektów, jak warunki sanitarne i te do spania, kwestie utrzymania higieny, załatwianie potrzeb fizjologicznych, robienie prania. Jak to się właściwie robi przy 30-stopniowym mrozie? Celem pobytu autorki w bazie było jednak przede wszystkim spotkanie z ludźmi. Tymi, którzy się wspinają. Kobiety i mężczyźni w różnym wieku przyjeżdżają tam z całego świata. Jedni mają lepszą kondycję fizyczną, inni nieco słabszą. Co nimi motywuje? Dlaczego to robią? Czy chcą udowodnić coś sobie, a może społeczeństwu, w którym żyją? Zauważalny jest spory kontrast w warunkach do życia w bazie. Między wspinaczami, bo, oczywiście, funkcjonują „lepsze” i „gorsze” agencje wspinaczkowe, czyli też po prostu tańsze i droższe. Skrajnie odmienne warunki mają też ludzie, którzy tam pracują. Ci, którzy towarzyszą podczas ataku szczytowego, pomagają się wspinać, przygotowują górę, zakładając liny i poręczówki. „W cieniu Everestu” pokazuje też, jak różnie ludzie reagują na niesprzyjające warunki. Na pogarszającą się własną kondycję, ale też, np. pogodę, na którą nie ma się żadnego wpływu. Czy potrafią wtedy zachować życzliwość i empatię wobec drugiego człowieka? To inspirująca i niezwykle ciekawa pozycja, która motywuje do przełamania swoich własnych barier i wyjścia ze strefy komfortu.

Gdzie znaleźć książkę? – Katalog


Dominika B. – recenzja książki „Uczennica” Osamu Dazaia:

Bohaterem noweli jest nastoletnia dziewczyna, której imienia nie znamy. Wiemy za to, co myśli i tylko my jako czytelnicy posiadamy taką wiedzę. Refleksje te niekiedy dosłownie przeszywają czytającego, tak samo jak bohaterkę. Uważam tę postać za niebywale interesującą, inną. Deliberacje dziewczyny mają charakter ponadczasowy, ponieważ pomimo tego, że autor umieszcza bohaterkę w współczesnych dla siebie czasach ll wojny światowej, to treści jak najbardziej wpasowują się w erę social mediów, w których się obecnie znajdujemy. Czyni to książkę jeszcze bardziej interesującą. 

 Autor ukazał nam tylko jeden dzień z życia dziewczyny, co jeszcze bardziej poszerza pole do analizy i interpretacji, muszę przyznać, że może od tego wszystkiego rozboleć głowa, a fakt, że dalsze losy bezimiennej nie są nam znane, spędza mi sen z powiek, ponieważ dziewczyna nie za bardzo radzi sobie z tymi wszystkimi myślami.   

 Utwór ten, jak żaden inny, skłonił mnie do zgłębienia jego problematyki i uczuć bohaterki. Ze stanu całkowitej euforii w ułamek sekundy jest w stanie przejść w głęboką depresję, a potem zapomnieć o wszystkim, o czym myślała. Bardzo rozchwiana, chaotyczna, Sama czułam, jak utożsamiam się z Japonką; mimowolne, nieustanne myśli, oceny mieszające się ze sobą poglądy, narzucane z każdej strony. 

  Dziewczynie towarzyszą także nienawiść, obrzydzenie i irytacja, które przypominają mi trochę odczucia samego Dazaia, codziennie walczącego ze sobą we własnym świecie pełnym nałogów i myśli samobójczych. Przelał na nią wszystkie swoje najgłębsze zmory. Jednak zrobił to w tak hipnotyzujący sposób, że te wewnętrzne demony spłynęły także na mnie, uważam wręcz, że w każdej książce tego typu powinna być synteza między bohaterem a czytelnikiem, tak jak miało to miejsce tutaj.   Autor Osamu Dazai to nadal jedna z najważniejszych postaci w literaturze japońskiej. Świetnie władający językiem, potrafił głośno wyrazić emocje i uczucia towarzyszące kolejnym pokoleniom młodych Japończyków, a ,,Uczennica”, jest tego znakomitą ilustracją.

Gdzie znaleźć książkę? – Katalog


Hanna F. – recenzja książki „Fotograf utraconych wspomnień” Sanaki Hiiragi:

,,Fotograf utraconych wspomnień’’ to niezwykła opowieść azjatyckiej autorki. Jako pozycja z gatunku literatury pięknej książka prezentuje sobą jeden z motywów występujący współcześnie w kulturze japońskiej – przeszłość i to, czy możemy ją zmienić.

Sanaka Hiiragi proponuje nam wizjęzaświatów, w których zmarli mają szansę przeżyć swoje życie jeszcze jeden, ostatni raz. Nie jest to jednak tak banalne, jak mogłoby się wydawać. Jeden dzień z życia jest jednym zdjęciem, a wszystkie razem służą za przypomnienie umarłym ich żywota. Zadaniem tytułowego fotografa jest przygotowanie kalejdoskopu ze wspomnień oraz pilnowanie tego, aby pokazy były kompletne. W tym celu przenosi zmarłych ze swojego studia fotograficznego do ich przeszłości. Mają okazję wykonać jedną własnoręczną fotografię ,,dawnych siebie’’ i uzupełnić kalejdoskop o kolejną stop-klatkę.

Lekkość, z jaką czyta się tę książkę, jest zdumiewająca, a przez to jest idealna jako lektura na jeden wieczór. Pracę fotografa przedstawiono w trzech krótkich opowiadaniach, które sprawiają, że trudno oderwać się od czytania. Wszystkie zaczynają się podobnie, jednak różnią się od siebie odbiorem i emocjami, które wywołują. Od zauroczenia, przez śmiech, aż po wzruszenie – każda strona tej książki jest jak moment zatrzymany w czasie. Każde opowiadanie zawiera dużą liczbę wątków. Na początku obawiałam się, że nie wszystkie zostaną wyjaśnione, zostawiając niesmak po zakończeniu lektury. Autorka sprostała jednak moim oczekiwaniom i zamknęła wszystkie rozpoczęte wątki. W opozycji do pięknej wymowy książki staje jej forma. Zmiana czasów narracyjnych oraz sztucznie brzmiące dialogi niekiedy powodowały u mnie niechęć do całej historii, ale całokształt książki przezwyciężył moje zniechęcenie. Nostalgiczne powroty nie są czymś, co interesuje mnie w literaturze. Nie spodziewałam się, że ta książka zaciekawi mnie w tak dużym stopniu. Sięgnęłam po nią jedynie z ciekawości i inspiracji mediami, a nie zawiodłam się. Jest to dzieło, dzięki któremu otworzyłam się na wiele innych tytułów, niekoniecznie zgodnych z moimi zainteresowaniami.

Gdzie znaleźć książkę? – Katalog


Magdalena G. – recenzja książki „Upadek” Alberta Camusa:

,,Upadek” autorstwa Alberta Camusa to ostatnia wydana za jego życia powieść, pomimo to jedna z ważniejszych w dorobku francuskiego pisarza. Książka, po raz pierwszy ukazana 16 maja 1956r., niesie refleksję dotyczącą kondycji współczesnego człowieka w świecie. Została napisana pod wpływem dramatycznego wydarzenia z życia autora – próby samobójczej jego żony – dlatego też klimat utworu jest ponury i wstrząsający, aczkolwiek niebywale intrygujący, a to za sprawą stylizacji językowej oraz formy – monologu głównego bohatera. Wątek samobójstwa, opowieść o niebraniu życia na poważnie (co najprawdopodobniej odnosi się do absurdyzmu, z którego znany jest Albert Camus) oraz parę innych aspektów sprawiają, że głównego bohatera możemy utożsamić z samym autorem. Jednak w ,,Upadku” nie odnajdujemy pociechy, którą charakteryzował się absurdyzm. Czytając, odnosi się wrażenie, iż dotychczasowy światopogląd noblisty uległ znacznemu podważeniu.

Camus zabiera czytelnika w podróż po czeluściach ludzkiej natury i ukazuje jej mroczne strony. Jean-Baptiste Clamence – były adwokat – przechadza się po Amsterdamie spowiadając się ze swojego życia przypadkowemu człowiekowi, którego wcześniej spotkał w barze. Z początku przywołuje różne historie oraz snuje rozważania na temat swojego życia, jednakże szybko zmienia formę pierwszoosobową i zaczyna krytycznie oceniać całe społeczeństwo przez pryzmat swojej postawy. Rozmyśla nad sprawiedliwością, strukturami społecznymi, wolnością i niewolnictwem. Powieść, mimo że krótka, to niezwykle treściwa. Znajdujemy tam mnóstwo myśli filozoficznych, aluzji literackich, uniwersalnych cytatów, a także kilka nawiązań do religii (chociaż autor był uznawany za ateistę), co powoduje, że książka zostaje w pamięci na długie lata i chętnie się do niej wraca, choć z pewnością nie jest to łatwa lektura.

Gdzie znaleźć książkę? – Katalog


Edycja druga:

Recenzja „Marionetka” Sylwii Bies – Renata W.

W aplikacji Legimi w kategorii Thriller, sensacja, horror znalazłam niedawno książkę Sylwii Bies pt. „Marionetka”. Pozycja została wydana 17.05.2024. Dwa całkiem odmienne światy bohaterek łączy przyjaźń oparta na sekretach. Autorka zapoznaje nas z ich historią przenosząc akcję między dwoma okresami w ich życiu. Zagłębiając się w lekturę stopniowo odnajdujemy nawiązanie do tytułu. Czy to, co widzimy i przeżywamy jest prawdziwe, czy może jest projekcją przedstawioną na potrzeby twórcy. Jednym słowem, czy ktoś może wpłynąć na nasze postrzeganie rzeczywistości? W każdej relacji może znaleźć się ktoś ze skłonnością do manipulacji i ktoś, kto jej ulega. Staje się marionetką. Zaskakujące jest, że marionetka z czasem sama nabiera umiejętności pociągania za sznurki; sprawia, że akcja książki toczy się w nieznanym kierunku, żeby w ostatnim rozdziale całkowicie zaskoczyć czytelnika zakończeniem. Narracja utrzymana w pierwszej osobie liczby pojedynczej pozwala nam śledzić wydarzenia oczami różnych postaci. Autorka bardzo umiejętnie dopasowuje styl wypowiedzi do bohaterów. Gdy wydarzenia opisuje wzburzona nastolatka-słowa płyną bez żadnych filtrów. Gdy patrzymy na akcję oczami dziecka wręcz namacalnie czujemy niepewność, obawę i niezrozumienie. Urzekła mnie ta dziecięca narracja. Kończąc lekturę czułam się jak tytułowa marionetka. Okazało się, że całkowicie dałam się zwieść. Jak łatwo można było mi podać na tacy sugestie które zbudowały mój osąd. To ciekawe przeżycie, choć trochę niepokojące… Pozostaję pod dużym wrażeniem tej pozycji. „Kto zabił” nie jest najważniejsze. Mimo, że zaczynając czytać poznałam koniec tej historii- czytałam ją do końca z zapartym tchem i niesłabnącym zainteresowaniem. Finał zaskakuje. Szczerze polecam.


Recenzja książki pt. „Urodzony pod szczęśliwą gwiazdą” autorka: Aurélie Valognes – Katarzyna D.

cyt. „ Każdy jest geniuszem. Jednak, jeśli ocenisz rybę na podstawie jej umiejętności wspinania się na drzewa, przez całe życie będzie sądziła, że jest głupia”.

       Albert Einstein, [w:] Urodzony pod szczęśliwą gwiazdą, wyd. Sonia Draga Katowice 2023, s. 228.

     Książka pt. „Urodzony pod szczęśliwą gwiazdą” jest odzwierciedleniem problemów, z jakimi zmagają się uczniowie w szkołach. Francuzka autorka Aurélie Valognes ukazała różne postawy nauczycieli oraz niedociągnięcia w systemie edukacji.

Główny bohater- Gustaw borykał się z licznymi trudnościami w nauce. Otoczenie postrzegało go jako leniwego nieuka, kompletne beztalencie i przeciwieństwo uzdolnionej siostry. Chłopiec utożsamiał się z tymi opiniami. Mama Gustawa- Noémie podczas wizyt w szkole dotyczących postępów w nauce syna, zawsze uzyskiwała negatywne wiadomości. Dyrektor uważał, że uczeń nie radzi sobie w gimnazjum i nie ma szans na poprawę. Wyraził przekonanie, że powinien dalej kształcić się w szkole na niższym szczeblu. Na szczęście jednej z nauczycielek los Gustawa nie był obojętny. Panna Bergamote postanowiła udzielać mu korepetycji. Podjęła również działania mające na celu odkrycie mocnych stron chłopca. Dyrektor nie był przekonany do umiejętności Gustawa, jednak dzięki zaangażowaniu nauczycielki sytuacja bohatera zaczęła zmieniać się na lepsze. Został nawet członkiem samorządu szkolnego.

Uważam, że autorka poruszyła bardzo ważną tematykę. Zdarza się, że niektórzy nauczyciele oceniają uczniów przez pryzmat ich słabych stron, nie potrafią dostrzec potencjału, któremu warto jest pomóc się rozwinąć. Każdy może być dobry w czymś innym, a kłopoty w nauce nie przekreślają możliwości rozwoju. Treść książki skłania do licznych refleksji w tych zakresach. Pozycję cechuje przystępny język i ciekawa fabuła.  Myślę, że powinni zapoznać się z nią nauczyciele, pedagodzy oraz rodzice. Dla starszych dzieci i młodzieży postać Gustawa może stać się inspiracją i siłą napędową do podejmowanych działań.

Gdzie znaleźć książkę? – Katalog


Recenzja „Boczne Drogi” Joanny Chmielewskiej – Agata W.

Kto z Nas nie marzy o tym, aby uciec od szarej codzienności i udać się w podróż? Zatem nie czekajmy ani chwili dłużej! Wystarczy wziąć mapę i wyruszyć na spotkanie przygodzie. A gdy w podróż udamy się z rodzinką? Czy powiedzenie „z rodziną wychodzi się najlepiej na zdjęciu” sprawdzi się też w podróży? Joanna Chmielewska w książce pt. „Boczne drogi” z przymrużeniem oka opisuje rodzinną podróż z wątkiem sensacyjnym w tle. Niekwestionowana królowa polskiego kryminału zabiera czytelników w niezwykłą wyprawę po Polsce – tytułowymi bocznymi drogami od morza aż po góry, dostarczając ogromne dawki pozytywnej energii, humoru oraz dreszczyku emocji. Książka „Boczne drogi” jest powieścią kryminalną. Akcja rozpoczyna się w momencie przyjazdu Cioci Teresy z Kanady. Joanna – główna bohaterka m.in. wraz z Mamusią, Ciocią Lucyną, Ciocią Jadzią, kuzynką Lilką i Tatusiem postanawiają spełnić marzenie Cioci Teresy i zabierają ją do miejsc, których nie zdążyła zobaczyć zanim wyprowadziła się do Kanady. Niestety podczas podróży są bacznie obserwowani i śledzeni przez tajemniczy wiśniowy peugeot. Ktoś, kto obrał ich za cel jest zdeterminowany i łatwo nie odpuści. To z kolei pociąga za sobą szereg niespodzianych, niejednokrotnie niebezpiecznych sytuacji. Joanna Chmielewska opisując perypetie rodziny sprawia, że czytelnikowi na długo uśmiech nie schodzi z ust. Bez wątpienia, wspólna podróż pięciu osób dwudrzwiowym volkswagenem jest nie lada wyzwaniem. Tym bardziej, że pasażerami są krewni. Oczywiście, jak w życiu, na porządku dziennym są sprzeczki – „głupia jesteś, co ci do głowy przychodzi?”, „myślisz, że moje zęby świecą?”, „co za cholera zgasiła mi światło w łazience?”, „Lucyna zbierz te kopyta i przestań po niej (kartka) deptać”. Niemniej w obliczu zagrożenia rodzina jednoczy się, pokazując wielką siłę jaka w niej drzemie. „Nic tak nie rozgrzewa serca jak rodzina. Czasami do tego stopnia, że krew się zaczyna gotować”. Rewelacyjna książka, która na długo zapada w pamięć.

Gdzie znaleźć książkę? – Katalog


Recenzja sagi „Cukiernia pod Amorem” Małgorzaty Gutowskiej – Adamczyk – Katarzyna S.

Kochasz piękno człowieczej duszy? To koniecznie musisz zagłębić się w niesamowicie barwną sagę rodu Zajezierskich, przeplataną warszawskim klimatem przedwojennych i współczesnych czasów.

Gdy zaś uwielbiasz podróże połączone z historią Europy, uciemiężonej walkami i odradzającą się w duszy artystów, którzy przecież politykę mają za nic, Cukiernia jest właśnie tym, co Cię uwiedzie.

Nie nie, pochwały sagi nie kończą się na wykreowanych obrazach postaci i ludzkich codziennych trosk. Z każdej strony tej obyczajowo-przygodowej powieści wypływają piękne zdania, słowa użyte w odpowiednim miejscu, a autorka wręcz maluje kolejne wydarzenia.

Ekscytującym w sadze są kobiety. To one, jako przewodniczki kolejnych pokoleń, dbają na łamach powieści o rodzinę, o miłość, płaczą czasem z bezsilności bądź mają wyrzuty sumienia, iż postępują inaczej niż wymarzyli sobie rodzice. Ta odwieczna walka międzypokoleniowa, w Cukierni pod Amorem, znów nabiera rumieńców. Nie da się nie lubić buntowniczek, choć serce kraje się, gdy widzi płacz matki. Czyżby jednak nie było postępu i rozwoju, gdyby nie but? Ta odwieczna prawda, choć okrutna, to piękno tego świata i Cukierni zarazem.

Małgorzata Gutowska – Adamczyk swoim lekkim piórem stworzyła świat, który choć wie, że zło istnieje, zwykłymi dobrymi uczuciami, po prostu go naprawia. Ludzie bywają słabi, z bezsilności, okrucieństwa czy niezaspokojonych ambicji, niemniej potrafią też stać się piękni w swoim prostym codziennym obcowaniu z innymi. Jak dla mnie z książki płynie to, co uwielbiam u siebie: akceptacja wszystkiego co mnie spotyka z jednoczesną walką z tym, co złe, ale bez tupania nogami – tylko poprzez ciężką pracę własnych rąk i umysłu.

Gdzie znaleźć książki? – Katalog


„Willa dziewczyna z lasu” Robert Beatty, recenzja autorstwa Matyldy W.

Tytułową bohaterką powieści „Willa dziewczyna z lasu” autorstwa Roberta Beatty’ego jest dwunastoletnia Feiranka. Klan Feiranów zamieszkuje północne zbocze Mglistej Góry – Głuchą Jamę.

Jest jutką, tzn. okrada ludzi na rzecz swego klanu. Dziewczyna straciła rodziców i siostrę bliźniaczkę w wieku 6 lat. Została pod opieką babci, która przekazywała jej stare zwyczaje, język i mądrości ludu.

Willa ma zdolność splatania się z otoczeniem (przybierania barwy i tekstury powierzchni, przy której się znajduje, spowolnianie tętna) oraz ożywiania martwych gałęzi.

Autor w lekturze przedstawia czytelnikowi życie lasu z perspektywy leśnej istoty – Willi – i ukazuje różnice w sposobie traktowania przyrody przez Willę a postępowaniem ludzi. Ludzie widzą w drzewach materiał – surowiec potrzebny do budowy domów czy produkcji papieru. Główna bohaterka natomiast traktuje drzewa z szacunkiem, jak przyjaciół. To samo dotyczy zwierząt. Willa rozmawia z nimi, rozumie ich potrzeby i zawsze służy pomocą.

Powieść została nominowana do nagrody The Green Earth Book Award, przyznawanej książkom podejmującym temat szacunku do przyrody i dbania o nią. W lekturze poruszone są również inne wątki dotyczące ludzkich zachowań, są one jednak bardziej subtelne. Autor – przestawiając klan Feiranów, coraz bardziej odchodzący od swoich korzeni zmieniając stare zwyczaje, a nawet język, na atrakcyjniejsze i nowocześniejsze rozwiązania – zwraca uwagę na wartość starych tradycji. Udowadnia, że warto o nich pamiętać i starannie pielęgnować pamięć o przodkach. Wielki wódz klanu, Padaran, jest odzwierciedleniem ludzkich słabości i wad. Jego historia pokazuje, do czego prowadzi zatracenie się w chciwości, chęci władzy i zawiści. Jego przeciwieństwem jest Willa, dziewczyna o dobrym sercu, gotowa na poświęcenie się na rzecz innych stworzeń. Jej zwycięstwo nad wodzem klanu symbolizuje wyższość dobra nad złem.

Powieść zawiera wiele nauk, czym skłania do refleksji nad własnym postępowaniem. Choć obszerna, trzyma w napięciu i chwyta za serce.

Gdzie znaleźć książkę? – Katalog


Eliza Kącka „Wczoraj byłaś zła na zielono”, recenzja autorstwa Małgorzaty T.

Książka Elizy Kąckiej jest subtelną i jednocześnie głęboką analizą inności. Tą inną jest jej córka, zwana w powieści Rudą. Narratorka-autorka-Eliza wie, że nigdy nie wejdzie do jej świata. Ale jest przy niej. Podąża za nią. Rozpoznaje i ukazuje czytelnikowi jej wyjątkowy sposób odbierania rzeczywistości.

Jedną z fascynujących cech Rudej jest synestetyczne postrzeganie świata. Zły humor mamy ma według niej konkretny kolor. Potrafi zobaczyć, niedostrzeganą przez nikogo innego, śmieszność nocnego nieba, które, według niej, właśnie udaje zwierzę. Ma niewidzialnych znajomych. Czasem pakuje plecak i ich odwiedza.  

Ale rzeczywistość zewnętrzna jest dla Rudej często niezrozumiała, bolesna. Znieść ją może wprowadzając schematy, powtarzalność. Mama-Pingwin (bo tak ją nazywa Ruda) włącza się do jej rytuałów. Kiedy nie da się ich zastosować, następuje wybuch. Zadaniem matki jest próba oswojenia córki ze światem. Jednocześnie usiłuje świat przekonać do córki. Książka jest zapisem tych prób.

Nie oczekujcie kolejnej opowieści o matce neuronietypowego dziecka zmagającej się z systemem, choć cytując sprzeczne opinie, jakimi ją częstowano, Kącka ujawnia totalną bezradność tego systemu. Na pierwszym planie są tu jednak niezwykłe, pełne woli obopólnego zrozumienia relacje matki i córki. Dzięki tej woli matka-autorka potrafi pokazać czytelnikowi, jak niezwykłą rolę w życiu córki i osób do niej podobnych odgrywają słowa. Ruda używa ich oszczędnie, a jednak fascynują ją na tyle, że budzą w niej chęć poznawania innych języków, co przeradza się w prawdziwą pasję.

Na szczęście w książce spotkacie się z narracją, która nie ma nic wspólnego z ascezą językową. Na szczęście, bo Kącka to mistrzyni stylu, łączącego precyzję z kunsztem i finezją.

Gdzie znaleźć książkę? – Katalog


“Kuszenie” Katarzyny Bereniki Miszczuk, recenzja autorstwa Pauliny U.

Książka “Kuszenie” Katarzyny Bereniki Miszczuk to moje pierwsze spotkanie z autorką. Przyciągnęła mnie przepiękna okładka i barwione brzegi, a zatrzymała fabuła pełna tajemnic i zagadek oraz bohaterowie, których nie da się nie polubić.

Kto z nas nie marzył o tym, by rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady? Ostatnio nawet na TikToku pojawił się nowy trend, inspirowany lmem “Nigdy w życiu” – tzw. “judytowanie” albo “judyta era”. Spodziewałam się sielsko – anielskiej powieści obyczajowej o silnej i niezależnej trzydziestokilkuletniej warszawiance, z którą utożsamia się niejedna współczesna kobieta, tymczasem autorka zabrała mnie w piekielnie dobrą podróż stanowiącą niezwykłą mieszankę rozmaitych gatunków literackich.

Ewa – najmłodsza z rodu Wrzosówek rzuca pracę na etacie i postanawia odnaleźć swoje miejsce na ziemi, uciekając w Bieszczady, do Ostrówka, gdzie kupuje dom nazywany przez miejscowych “Mnichówką”, zamierzając stworzyć w nim pensjonat. Chociaż zakup odradza jej zarówno lokalna społeczność, jak i pozostałe Wrzosówki, Ewa uważa, że jest to dla niej miejsce idealne. Zatrudnia dotychczas bezrobotnego, tajemniczego, odrobinę dziwnego, ale ambitnego i szalenie ją pociągającego Adama Iskrzyckiego, który staje się jej doradcą, księgowym, a z czasem i przyjacielem. Za sprawą nalewki prababci Sylwii z diabelskim lubczykiem, Ewa poznaje prawdziwe oblicze i sekrety mężczyzny, a zarazem odkrywa prawdę o sobie i swojej rodzinie. Coś co brała za niewinną zabawę poprzedniczek jej rodu okazuje się być czymś o wiele bardziej skomplikowanym. Jej bieszczadzka bajka nie trwa jednak zbyt długo, bowiem mury pensjonatu, a dokładnie piwnica kryją wiele tajemnic i niebezpieczeństw, z którymi najmłodsza Wrzosówka zmierzy się z pomocą bliskich jej kobiet oraz Adama.

Lekkie pióro Katarzyny Miszczuk, poczucie humoru, odrobina pikanterii, motywy słowiańskie przeplatające się z japońskimi wierzeniami, a także szeptuchowy wajb sprawiają, że od tej historii trudno się oderwać. Każdy kolejny rozdział wciąga i intryguje czytelnika coraz bardziej. Ja się skusiłam, a Ty?

Gdzie znaleźć książkę? – Katalog


Edycja trzecia:

„Bliscy” Annie Ernaux, recenzja autorstwa Małgorzaty T.

Współczesna proza obfituje w utwory, których autorzy zamiast ukrywać się za fikcją,  opowiadają o sobie wprost. Być może jest to przejaw narcyzmu, jaki charakteryzuje nasze czasy. Wiemy przecież, że przede wszystkim mamy kochać siebie, przekonano nas, że jesteśmy tego warci i że nam się należy.  Autorzy książek sięgają do dzieciństwa i młodości, szukają tam winnych swoich kompleksów, depresji, uzależnień czy nieudanych związków. 

Do przeszłości także sięga Annie Ernaux. W książce Bliscy opowiada o swoim dzieciństwie, a w jeszcze większym stopniu o rodzicach. Jednak nie idzie żadnym z wytartych tropów. Jej celem nie jest oskarżanie rodziców o błędy, które miałyby być przyczyną jej życiowych porażek. Odrzuca też przeciwny biegun: nie tworzy  ckliwej laurki w rodzaju cudownych rodziców mam.

Ukazuje pochodzących ze wsi robotników, którzy dzięki determinacji zostali właścicielami sklepiku z kawiarnią. Ich portrety są nieupiększone i surowe. To ludzie zapracowani, szorstcy, pokrzykujący. Lecz to  właśnie ich egzystencjalne, świadomie podjęte decyzje umożliwiły społeczny awans ich córce. Ernaux dostrzega, że jej wślizgnięcie się do części świata pogardzającego takimi jak oni, stało się dla nich, a szczególnie dla ojca, uzasadnieniem istnienia.

Na książkę składają się trzy części: poświęcona ojcu, matce i ostatnia, chyba najciekawsza, opowiadająca o, nieżyjącej w chwili narodzin autorki, siostrze. Ernaux czuje potrzebę zmierzenia się z nieobecnością siostry, prowadzi śledztwo, szukając jej na nielicznych zdjęciach, wypytując osoby, które mogą ją jeszcze pamiętać. Swoim poszukiwaniom nadaje formę listu do umarłej, w pełni świadoma umowności i taniości tego chwytu. Jak we wszystkim, co pisze, unika taniego sentymentalizmu. Jednak jak na osobę, która twierdzi, że uczucia nie są jej pisarską specjalnością, przejmująco ukazuje własne emocje związane z nieżyjącą siedmioletnią dziewczynką.

Bo nie jest łatwo skonfrontować się z prawdą, że istnienie zawdzięcza się śmierci starszej siostry. Warto prześledzić, jak pisarka zmierza do akceptacji trudnej prawdy, że jest zastępstwem zmarłej.

Gdzie znaleźć książkę? – Katalog

„Artysta” Diany Brzezińskiej, recenzja autorstwa Pauliny U.

“Artysta” Diany Brzezińskiej to drugi tom serii, w której głównym bohaterem jest profiler kryminalny dr Aleksander Lewis.
Autorka zabiera nas w mroczną podróż pełną sztuki i tajemnic, szczególnie tych dotyczących ludzkiej psychiki. Do gry wkraczają również bohaterowie, których wierni czytelnicy znają z poprzednich serii pani Diany. Czy zbrodnia może być sztuką? Czy morderca może z dumą wystąpić w podcaście kryminalnym nie zdradzając swojej tożsamości i śmiejąc się w twarz organom ścigania? Czy demony przeszłości mogą pomóc w wykryciu sprawcy? Jak daleko jest się w stanie posunąć człowiek żądny zemsty?

Ta książka jest zupełnie inna niż poprzednie, ale jedno pozostaje niezmienne -z każdą kolejną stroną wciąga czytelnika coraz bardziej. Na początku może wydawać się zupełnie niewinna – to tylko zwykła codzienność pracowników szczecińskiej Policji i Prokuratury, ale to przecież pióro pani Diany Brzezińskiej, która jak pokazała na kartach niniejszej lektury słucha głosu swoich czytelników – chociażby uwzględniając prośbę Muzeum Narodowego – Centrum Dialogu Przełomy, które doczekało się “trupa” pod swymi drzwiami – na szczęście tylko w książkowym świecie.
Tytułowy artysta podpisujący się jako El Barto ma dość “nietypowe” podejście do sztuki. Podążając za słowami swojego mistrza “wszystko może być sztuką pod warunkiem, że jesteś wystarczająco odważny” stara się zrobić wszystko by zostać zapamiętanym i docenionym, nawet jeśli jego dzieła przerażają niejednego psychologa czy psychiatrę.
Na ogromne uznanie zasługuje narracja pierwszoosobowa i portrety psychologiczne. Prokurator, który przeciętnemu Kowalskiemu kojarzy się z bezwzględnością i surowością też ma ludzkie oblicze i nie jest człowiekiem pozbawionym słabości czy ułomności. Profesjonalista, który najprawdopodobniej stanowi “nienaprawialny” przypadek. Komisarz Prochot posługujący się młodzieżowym slangiem. Agata Skibińska – policjantka, matka i mistrzyni zawiłych relacji damsko – męskich.
Ja już poznałam historię artysty z koszmarów, a Ty?

Gdzie znaleźć książkę? – Katalog


„Biały Tygrys” Aravinda Adigi, recenzja autorstwa Adama J.

Szanowny Panie Premierze,
Czy finał książki jest satysfakcjonujący? W przypadku debiutanckiej powieści Aravinda Adigi „Biały Tygrys”, zakończenie jest zarówno fascynujące jak i oryginalne. Zbieg końcowych wydarzeń, pozwala nam na własną interpretację dalszych losów tytułowego bohatera.

Co więcej, początkowe retrospekcje Ashoki, podczas dalszego zagłębiania się w powieść, nabierają głębszego sensu. Jest to zarówno hipnotyzujące, jak i oddające efekt braku przemyśleń i planu autora przed napisaniem utworu.

Tym, co przemówiło do mnie w sposób szczególny, było stopniowe ukazywanie „prawdziwej twarzy” głównego bohatera przez autora. Z ponadprzeciętnie inteligentnego wioskowego chłopaka, stał się on gwałcicielem prawa i zasad moralnych.

Na szczególną uwagę zasługuje równoczesny rozwój fabuły i refleksje na temat współczesnych problemów Indii – korupcji, bezprawia, zepsucia moralnego, kontrastu, podziału, braku demokracji, nędzy i brutalnego przepychu. Wyznacza nam to jedną z pierwotnych funkcji literatury – obok dostarczania rozrywki – prowokacji do myślenia.

Niestety, część rozdziałów oddawała wrażenie nieco rozwleczonych i zdekoncentrowanych. Pojawiało się kilka głównych wątków. Autor dodatkowo rozszerzał powieść o nowe, często nieistotne, wątki i bohaterów.

Zachwyt budzi sposób narracji autora – tajemnicza i osobliwa – forma listów do (ówczesnego) Premiera Chin Wena Jiabao. Przez siedem nocy Balram Halwai opowiada o swojej determinacji, sprytnych zagraniach i drodze „po trupach” do osiągnięcia wymarzonego celu.

Krytycznie oceniam podobieństwo „Białego Tygrysa” do wydanej prawie 13 lat wcześniej książki „Comédia infantil” autorstwa Henniga Mankella.

Czy warto przeczytać powieść o niedoszłym cukierniku, służącym, filozofie, przedsiębiorcy i kłamcy? Jak najbardziej! „Biały Tygrys” to Bharat w pigułce. ZERO zachodnich przekonań. ZERO kolorowych i bajkowych wizji Bollywoodu. ZERO opisów rodem z folderu Itaki. Nagroda Bookera, czyli najbardziej prestiżowa nagroda literacka w Wielkiej Brytanii, nie została przecież nadana bez powodu, co nie? Szczerze oddany,
Ashok Sharma
Biały Tygrys z Bangaluru
[email protected]


„Grobowa cisza, żałobny zgiełk” Yoko Ogawy, recenzja autorstwa Magdaleny G.

Kiedy dni stają się coraz krótsze, a powietrze coraz mroźniejsze, częściej zostajemy w domu i szukamy ciekawych sposobów na umilenie sobie tego czasu. Jednym z rozwiązań jest czytanie, a książka pt. „Grobowa cisza, żałobny zgiełk” autorstwa japońskiej pisarki Yoko Ogawy to idealny sposób na pożegnanie jesiennego marazmu. Jest to zbiór 11 krótkich opowiadań, lecz nie są to nużące i odrębne opowiadania, albowiem poszczególne wątki przeplatają się między nimi, co przypomina budowę szkatułkową. W skutek czego czytelnikowi cały czas towarzyszy ciekawość i skupienie. Zaczynamy od tekstu „Popołudnie w cukierni”, który szybko zadziwia i wprowadza w nastrojowość całej książki. Przewracając strony wchodzimy w coraz większy podziw jednocześnie czując ukojenie, którego poszukujemy w lekturach tego typu. Bohaterowie opowiadań prezentują odmienne charaktery, a ważnym aspektem są relacje międzyludzkie. To one wyznaczają kierunek działań postaci i pogłębiają ich psychologię. W literaturze Yoko Ogawy najbardziej doceniam to, że w piękny sposób opisuje prozaiczne rzeczy i zjawiska, które dzięki niej nabierają nowego znaczenia oraz to, że potrafi z dużą wrażliwością wprowadzić w tematy mroczne i tajemnicze. Jej styl pisania jest bardzo poetycki i subtelny, co sprawia, że czytanie to czysta przyjemność. Opowiadania są wypełnione życiowymi rozterkami, które każdemu są znane, jednak dołączone elementy surrealizmu tworzą bardzo intrygujący obraz. „Grobowa cisza, żałobny zgiełk” to utwór o wyjątkowym klimacie, w którym każdy odnajdzie coś dla siebie. Ja, mimo że książkę czytałam dawno temu, to finał opowiadania „Kitle” przeczytałam tyle razy, że do dziś pamiętam go na pamięć. Tutaj nie ma miejsca na nudę, ponieważ każda kolejna kartka oferuje niezwykłe doświadczenie czytelnicze.


“Gdzie śpiewają raki” Delii Owens, recenzja autorstwa Martyny M.

Do przeczytania książki autorstwa Delii Owens pt.”Gdzie śpiewają raki” zachęciła mnie moja przyjaciółka, która była zachwycona postawą i odwagą głównej bohaterki. Autorką powieści jest kobieta, która od najmłodszych lat uważała przyrodę za swoją przyjaciółkę, co bardzo wpłynęło na jej twórczość i wybór studiów. Powieść pt. “Gdzie śpiewają raki” przedstawia życie młodej dziewczyny, “outsiderki” mieszkającej na bagnach, która jest niesamowicie inteligentną i wrażliwą postacią. Została ona oskarżona przez mieszkańców pobliskiego miasteczka o zabicie młodego mężczyzny, którego ciało odnaleziono w pobliżu jej domu. Trudne do wyobrażenia dla mnie było to, że samotna dziewczynka potrafiła radzić sobie z codziennymi problemami i czynnościami. Poszukiwała przyjaźni wśród mew, a wiedzę czerpała z otaczającej przyrody. Piękna bohaterka przykuła uwagę dwóch młodych, przystojnych mężczyzn z miasteczka. Kya odważyła się na nowe doznania, niestety, została skrzywdzona. Książka Delii Owens jest nie tylko zapierającym dech w piersiach thrillerem, lecz także głębokim studium natury ludzkiej, wykluczenia społecznego, a także piękna i dzikiej przyrody. Uważam, że opowieść o Kyi idealnie pokazuje, że człowiek jest w stanie przetrwać i odnaleźć swoje miejsce na ziemi. Autorka z niesamowitą szczegółowością przedstawiła obraz mokradeł. Natura staje się bohaterem odgrywającym istotną rolę w utworze. Fabuła wciągnęła mnie tak, że poczułam się obecna w świecie przedstawionym. Budowanie napięcia w utworze również uważam za ogromny plus, ponieważ według mnie zostało wprowadzone w bardzo dobry sposób i nadało utworowi charakteru. Książka wywołała we mnie smutek oraz wzruszenie, lecz także skłoniła do refleksji na temat codzienności i uczuć, które dostaję od bliskich osób. Dzięki niej doceniłam to, że mam wspaniałą rodzinę, na którą zawsze mogę liczyć w każdej sytuacji oraz przytulny dom wypełniony po brzegi miłością i radością. Ogromnie polecam książkę pt. “Gdzie śpiewają raki” tak naprawdę każdemu, zmienia ona sposób myślenie i postrzeganie świata, a także jest bardzo interesująca i wciągająca.


Edycja czwarta:

Grudniowy dom” Magdy Knedler, recenzja autorstwa Pauliny U.

Pewnego jesiennego wieczoru sięgnęłam po “Grudniowy dom” Magdy Knedler. Autorka bardzo mnie zaskoczyła – nie jest to typowo “słodka” świąteczna opowieść. Czytelnik zderza się z niezwykle trudną tematyką, ale napisaną tak przyjemnie i lekko, że trudno jest się od niej oderwać. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że Kamila – główna bohaterka nie pozna odpowiedzi na nurtujące pytania, bowiem ukochana babcia zabrała je ze sobą do grobu, szczególnie jedno – dotyczące dziadka. Jednak staruszka zbyt dobrze znała swoją wnuczkę. Zostawia jej list z prośbą, by przyjechała do jej domu. Dziewczyna podejmuje wyzwanie, gdzie niczym detektyw odkrywa rodzinne tajemnice zapisane w formie listów ukrytych w różnych zakamarkach chatki przez babcię Matyldę. Odbywa podróż do mrocznej i trudnej rzeczywistości z okresu I i II wojny światowej, wypełnioną sztuką i to w rozmaitej formie. Z czasem rozsypane puzzle w postaci metaforycznych opowieści tworzą spójną całość. Rozbawiła mnie również postać księdza, nazywanego przez bohaterów Gandalfem, palącego marlboro i wytwarzającego niebywale mocne trunki w postaci nalewek.
Pobyt w domu szeptów, bo tak Kami i jej bliscy nazywali chatkę babci, to również zmierzenie się z wewnętrznymi demonami, traumami, niedokończonymi historiami i poszukiwaniem własnej tożsamości. Chociaż ukochanej babci już nie ma, to jednak jej miłość da się wyczuć niemal codziennie, nawet przy wigilijnym stole, do którego dziewczyna zasiada z dawnymi i nowymi przyjaciółmi. Skoro to świąteczna opowieść, nie zabraknie również sercowych perypetii i dylematów głównej bohaterki. Oprócz wątków skłaniających czytelnika do refleksji, zadumy, zadawania pytań i szukania własnej tożsamości, Magda Knedler wzbudziła we mnie pozytywne uczucia, dzięki którym mogłam przenieść się do beztroskich czasów dzieciństwa – w domu moich dziadków, podobnie jak i w grudniowym domu pachniało świeżo upieczonym chlebem i innymi smakołykami. Moja sentymentalna dusza chłonęła tę historię wszystkim zmysłami, a przewracając ostatnią kartkę poczułam lekki niedosyt i z niecierpliwością czekam na kontynuację…


Tragedia na Przełęczy Diatłowa. Historia bez końca” Alice Lugen, recenzja autorstwa Magdaleny P.

Zaciekawiona tajemniczą śmiercią dziewięciorga turystów zdobywających jeden ze szczytów Uralu zimą 1959 roku sięgnęłam po książkę Alice Lugen „Tragedia na Przełęczy Diatłowa. Historia bez końca” wydawnictwa Czarne. Już po kilku pierwszych stronach rozczarowanie wynikające z faktu, że jest to reportaż, a nie fabularyzowana wersja wydarzeń, ustąpiło miejsca ciekawości. Historia tragicznej wyprawy głównie studentów i absolwentów prestiżowej Politechniki Uralskiej, stała się bowiem dla autorki pretekstem do ukazania przekroju społeczeństwa rosyjskiego lat 50-tych XX wieku, biurokracji ZSRR, odwilży, w której wciąż przebrzmiewają echa stalinizmu, machiny zbrojeń zimnej wojny, ale i srogiej i nieprzystępnej tajgi. Należy podkreślić, że książkę cechuje rzetelność w przedstawianiu faktów, podparta rozległą literaturą źródłową i daleka od sugerowania czytelnikowi prywatnych opinii autorki. W gąszczu hipotez i mitów, które przez lata narosły wokół tej sprawy, dzięki obiektywnemu przedstawieniu dostępnych informacji, czytelnik ma możliwość samodzielnego wyciągnięcia wniosków na temat „historii bez końca”. Na uwagę zasługuje również niechronologiczny, a przez to wzbudzający ciekawość sposób narracji. Książkę rozpoczyna wyznanie prokuratora Lwa Iwanowa, który prowadził śledztwo w sprawie tragicznej śmierci turystów, a w 1990 roku, na łamach prasy przeprasza rodziny ofiar…Autorka przybliża nam również biografie młodych członków wyprawy, poczynając od jej kierownika Igora Diatłowa oraz poświęcając osobny rozdział tajemniczej postaci Siemona Zołotariowa, który dołączył do wyprawy w ostatniej chwili, wyróżniał się od pozostałych uczestników wiekiem, wykształceniem i barwną, jak się później okazuje wątpliwą biografią. Poznajemy młodych ludzi, pochodzących z różnych warstw społecznych, których połączyła uczelnia i miłość do gór. Im bardziej się z nimi zaprzyjaźniamy, tym trudniej zrozumieć i pogodzić się z tragicznym końcem wyprawy. Dodatkowym atutem reportażu są oryginalne zdjęcia z wyprawy udostępnione dzięki uprzejmości Fundacji Pamięci Grupy Diatłowa. Doskonała lektura, dla tych, którzy słyszeli niestworzone historie na temat tragedii na Przełęczy, jak i dla tych, którzy zetknęli się z nią po raz pierwszy.


Festiwal” Jacka Świdzińskiego, recenzja autorstwa Małgorzaty T.

Przyznanie w 1992 Nagrody Pulitzera Mausowi Arta Spiegelmana ostatecznie zakończyło spory, czy komiks należy do literatury. Ponad 30 lat trzeba było, żeby polskie jury Paszportu Polityki uznało, że Festiwal Jacka Świdzińskiego to książka i w dodatku bardzo dobra.

Komiks Świdzińskiego opowiada o Festiwalu Młodzieży z 1955, wydarzeniu z czasów głębokiego PRL-u. Opowiada, jak po dziesięciu latach izolacji Polacy gościli młodych z dalekiego świata, bratali się z nimi, tańczyli, romansowali.

Minimalistyczne rysunki (przypominające prace niezapomnianego Bohdana Butenki) zaludniają mocno uproszczone postacie z wyraziście, nawet karykaturalnie zarysowanymi cechami. Czarny golf i długie nogi – socrealistyczny malarz, czapka kolarka i krótkie spodnie – chłopiec polujący na gadżety, dziewczyna o kształtach rzeźby z fasady Pałacu Kultury –  przodownica pracy Jagusia.

Tworząc scenariusz do swojego komiksu, Świdziński sięgnął do dokumentów,  ale też wykorzystał nieoficjalne wspomnienia z festiwalu. Smakowita mieszanka. Poznajemy więc relacje delegatów o prześladowaniach w ich krajach, ale jesteśmy też świadkami, jak ci sami delegaci z radością grają w dupniaka. Śledzimy wspólne budowanie szkoły, ale też wspólne picie wódki.

Festiwal fascynuje ludzi kultury. Autentyczni artyści: długonogi Wojciech Fangor  –  w przyszłości słynny abstrakcjonista – i Henryk Tomaszewski –  już wkrótce guru polskiej szkoły plakatu –  wymieniają wątpliwości dotyczące socrealizmu.

Powojenna Warszawa, ukazana w kadrach oszczędnie, ale wyraziście, sama jest bohaterką komiksu. Mieszkańcy szczycą się jej odbudowanymi ulicami, delegaci podziwiają socjalistyczne budowle: Stadion Dziesięciolecia i Pałac Kultury. Tuż obok tych wspaniałości są dzielnice gruzów. Grasują tam bandy jak ze Złego Tyrmanda, które rabują, biją, mordują.

Ta opowieść o karnawale radości w poststalinowskiej Warszawie bawi. Ale zabawę komentuje chór jak z greckiej tragedii: fryzjer i jego sarkastyczni klienci. Tragiczny rys ma też historia Jagusi, robotnicy o wyglądzie kariatydy. Poniżana na budowie, nie mogąc żyć z wybraną osobą, okrada ją i ucieka na festiwal. Warto sięgnąć po Festiwal. Gratka dla pradziadka i nauka dla prawnuka.


Taki dobry chłopak” Hanny Dobrowolskiej, recenzja autorstwa Sylwii K.

Taki dobry chłopak. Na klatce się kłaniał, dzień dobry mówił.

Taki dobry chłopak, a zabił.

„Taki dobry chłopak” autorstwa Hanny Dobrowolskiej opisuje dramatyczne wydarzenia, które rozegrały się w 2016 roku w Warszawie. Wówczas cała Polska śledziła informacje o makabrycznym zabójstwie Kasi, lektorki języka włoskiego, i międzynarodowym pościgu za mordercą. Sprawcą, którego media ochrzciły mianem Kanibala z Żoliborza ze względu na charakter zbrodni oraz miejsce zamieszkania, okazał się niepozorny bibliotekarz Kajetan Poznański. Pochodził z rodziny inteligenckiej: architektów, dziennikarzy, prokuratorów. Dobry chłopak z dobrej rodziny 3 lutego zdecydował się odebrać życie innej dobrej osobie.
Po zabójstwie zbiegł na Maltę, gdzie niespełna 2 tygodnie później został aresztowany i przewieziony z powrotem do Polski. W procesie sądowym uznano go za poczytalnego, mimo odmiennej opinii części badających go specjalistów. Wyrokiem sądu z 2021 roku został skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności.

„Taki dobry chłopak” jest efektem wieloletniego śledztwa Hanny Dobrowolskiej, która sprawą interesowała się od samego początku. W 320 stronach dziennikarka zawarła informacje pozyskane z akt sądowych, rozmów z osobami z otoczenia Kajetana i jednostkami bezpośrednio zaangażowanymi w śledztwo i proces sądowy. Portret wzorowego, ambitnego, dobrze wychowanego ucznia, syna, kolegi przeplata się z niepokojącymi doniesieniami współpracowników, opisem samej zbrodni i pobytem za kratami. Autorka w szczegółowy sposób przeprowadza nas przez wszystkie etapy życia Kajetana, starając się w sposób dogłębny przedstawić rys psychologiczny postaci, której tak naprawdę nie powinniśmy chcieć poznać. Bo w sprawach takich jak ta liczy się tylko jedna osoba, która w tej książce stoi trochę na uboczu: Kasia.

W swoim reportażu Hanna Dobrowolska starała się odpowiedzieć na pytanie, jak pozornie zwykły człowiek może stać się mordercą. Czy jej się to udało? O tym musisz przekonać się sam.


Władca Pierścieni” J.R.R. Tolkiena, recenzja autorstwa Anny C.

Przygoda zaczyna się od rozpoczęcia podróży, a podróż od wyboru – czy zostać w znanym i przyjaznym miejscu, czy podjąć się potencjalnie niebezpiecznej misji. Główny bohater przyjmuje wyzwanie i wyrusza w nieznane, w efekcie czego nie tylko poznaje otaczający go świat, ale również samego siebie. Drużyna, która mu towarzyszy, składa się z wyrazistych postaci, każda z nich ma swoje wady i zalety, dzięki którym stają się nam bliskie. Kibicujemy ich wspólnemu celowi, ale czy uda im się go osiągnąć?
Opowieść pokazuje, że nie tylko cel, ale również droga ma znaczenie. Cokolwiek robimy, tytułowy Nieprzyjaciel patrzy na nas, jego Oko obejmuje cały świat, a artefakt zła kusi i przyciąga. Właśnie ta walka, ten obraz przenikających się światów, ciemnych wyludnionych ziemi i jasnych pałaców oraz niebezpieczeństwo, które czyha na każdym kroku, a jednocześnie przyjaźń, honor i wiara w zwycięstwo – wszystko przenika karty powieści. Czytelnik znajduje w niej dokładnie to, czego sam szuka. Parafrazując jedną z postaci: miejsce, do którego przychodzimy, nie jest ani dobre ani złe, wynosimy z niego tylko to, co sami przynieśliśmy.
Tolkien dostarcza nam nie tylko wspaniałych bohaterów i przygód, ale także zadaje pytania, nad którymi musimy pochylić się sami. I znów parafrazując: nie będzie lepszego czasu niż TERAZ na poszukiwanie tych odpowiedzi.


Fourth wing” Rebecci Yarros, recenzja autorstwa Aleksandry W.

“Fourth wing” to popularna ostatnimi czasy książka fantasy autorstwa Rebecci
Yarros. Nigdy nie byłam fanką fantastyki, lecz niecodzienne tematy zawarte w książce oraz wątek romansu ostatecznie skłonił mnie do przeczytania, co okazało się strzałem w dziesiątkę.
Pokochałam główną bohaterkę Violet Sorrengail, która za rozkazem matki
musiała wybrać brutalne skrzydło jeźdźców smoków, zamiast spokojnego życia wśród skrybów, tak jak to zawsze planowała. Dwudziestolatka nie ma więc wyboru i za pomocą sprytu musi przetrwać w skrzydle, choć nie grzeszy sprawnością fizyczną i umiejętnościami walki. A smoki nie wybierają słabych ludzi, one je eliminują. “Leć…lub giń”. W tym wypadku dziewczyna albo nauczy się żyć wśród bezwzględnych jeźdźców, albo zapłaci życiem za nierozwagę. Nie pomogą jej w tym rówieśnicy, którzy nienawidzą jej przez to, że jej rodzicielka jest dyrektorką uczelni. Szczególnie nienawidzi jej Xaden Raison – najpotężniejszy dowódca skrzydła i syn zdrajcy. Jakby tego było mało bohaterowie muszą zmierzyć się z czyhającą za rogiem wojną.
Ta ekscytująca i pełna zwrotów akcji fabuła chwyci za serce niejednego czytelnika. Książka ostatecznie przekonała mnie do fantastyki i pokochałam ją całym sercem. Uwielbiam fakt, że widzimy pełną przemianę Violet z kruchej dziewczyny w potężną wojowniczkę. Bohaterka może być inspiracją do działania i udowadnia, że niemożliwe nie istnieje! Z pewnością polecę tę książkę każdemu, a szczególnie tym, którzy lubią dreszczyk emocji przeplatający się z nieokiełznanym uczuciem pomiędzy wrogami.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.

Organizator:
Miejska Biblioteka Publiczna w Szczecinie
Gmina Miasto Szczecin

Partnerzy:
Stowarzyszenie Literatura Działa
Księgarnia Mandala
Centrum Inicjatyw Rodzinnych
Liceum Ogólnokształcące nr 6 im. Stefana Czarnieckiego
Liceum Ogólnokształcące nr 4 im. Bolesława Prusa
Szczeciński Humanistyczny Uniwersytet Seniora Kino Helios Lody Słowackiego

Patroni medialni:
portal wSzczecinie.pl;
portal SzczecinCzyta.pl;
portal Szczeciner.pl

Scroll Up
Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych na zasadach określonych w polityce prywatności, Jeśli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie cookies we wskazanych w niej celach, prosimy o wyłącznie cookies w przeglądarce lub opuszczenie serwisu.
Skip to content